Obejrzyj Centuriona - mówili. Zwiedzisz piękne kraje, poznasz nowych ludzi - mówili...
Ot piękna lala o idealnych kształtach wyraźnie zarysowanych pod zgrzebną sukienką - sama w chatynce w borach tucholskich se mieszka - ot, wiedźma - tak ją nazywają, dzięki temu rzymianie z pobliskiego obozu ją omijają. Ot, złociste blond loki spływają po jej twarzy gdy pichci zupkę grzybową dla naszych bohaterów, a potem gmera w rzecce palcem czekając aż wybranek serca powróci. Ot, realizm...
Ot, gania naszych dzielnych rzymian BABA co nie mówi, tylko łypie przez cały film oczami. Makijaż ma, to łypie. Gania i gania, potężny Rzym nie dość że dał jej się zwieść na początku, to teraz spieeeeeeerdala przez całe zaporoże. A ona za nimi. Czasem się obsypie prochem jakimś albo potnie se rękę rytualnie, ale nic to, dzięki temu jest genialnym tropicielem, co pod wiatr wyczuwa rzymian ze stu metrów.
Piktami rządzi jeden pan. Piast kołodziej. Rzymianie mu żonę zabili, no to rzucił rolnictwo i poszedł w wojaczkę. A że był dobry - to go piktowie na króla wybrali. Piast kołodziej jak w mordę. I ten pan trzęsie krajem piktów do tego stopnia, że wygania nawet piękne lale do borów tucholskich na poniewierkę jako wiedźmy, nie wiedzieć w sumie czemu. A zapomniałem dodać że ta lala wiedźma ma usta jak maliny, takie z botoksem - to pewnie od tego że co rano gołymi rękami ryby w rzece łowi. Ot, zuch dziewczyna.

Główna pani co gania naszych legionistów przez pola i lasy oczywiście ma swoją story: ojca jej zabili, matkę zgwałcili, a z braku trzeciej opcji - ją również zgwałcili, ale i język obcięli. Ot, dzień jak co dzień na pograniczu. Daleko od szosy po prostu. Więc ona na szczęście nic nie mowi przez cały film, tylko łypie tymi swoimi oczami. I cały legion polazł za nią w pułapkę, a co. Mc Nolty z the Wire - malowany na najlepszego kierownika projektu ever, takiego co i wypije z pracownikami i popracuje z nimi w excelu - też dał się zwieść. A potem jak jest w niewoli u piktów i ją tam widzi - w naturalnym dla niej otoczeniu - wykrzykuje: TRAITOR!!!! ale to jakoś tak w próżnię leci, bo to zupełnie jak w tym kawale o żabie, jak żaba na koniec mówi: co spierdalaj.... przecież ja tu mieszkam....

Jest i wielka bitwa. tylko że nudna jak, nomen omen flaki z olejem. Bitwa składa się z około dwustu zbliżeń odrąbywania członków. Chlast, chomp, sling, splash. Chlast, chomp, sling, splash. Chlast, chomp, sling, splash. Chlast, chomp, sling, splash. Chlast, chomp, sling, splash. Chlast, chomp, sling, splash. Chlast, chomp, sling, splash. Chlast, chomp, sling, splash. I tak przez bite 10 minut. A nie wiadomo kto wygrywa bo odjazdów nie ma. tylko Chlast, chomp, sling, splash. Dopiero na koniec pokazują pobojowisko i wiadomo, że dzikusy górą...
A jak już zwiewają przed tym wybrykiem natury, czyli babą co nie mówi - szef mówi do jednego - ty, znajdź jakieś schronienie na noc! Poleciał szukać. A potem widzimy jak śpią w śnieżycy na szczycie góry wtuleni w siebie jak stadko pingwinów. No a potem znowu piękna polska złota jesień i biegamy po lasach brązem i złotem malowanych.
Schronienia szukał ten z prawej co widać z mowy ciała całej grupy, bo mu się przytulić nie dali.
No to se zwiedzili nowe kraje. I nowych ludzi poznali.