czwartek, 27 października 2011

wtorkowe spotkanie komiksowe

25 października 2011, Łódź to było dla nas za mało w tym roku, pojechaliśmy na poprawiny do Warszawy. A warszawa przyjęła nas ciepło. Tzn zimno było, ale w tak dużej grupie było ciepło, jak pingwiny. Poniżej mini fotorelacja w połaczeniu z mini skanorelacją.


Śledziu ogląda album "Tymczasem".


Śledziu pokazuje jaki album ogląda.  


Grzegorz Janusz również ogląda album "Tymczasem", jako że go napisał. 


Konw pyta mykupyka - gdzie byłeś, na co ten zaczyna wymijająco kiwać głową.


Szymon H. łowi talenty. Niestety nie patrzy na mnie. 


Jak wyjąłem kartki i cienkopisy to się krzywili w blazie. Ale jak strzelba w pierwszym akcie - to musiało w końcu wypalić...




Następnie - klasyczny jam session. 


Szymon i Grzegorz patrzą w stronę TeO i myślą - żeby tylko tego nie spieprzył.


TeO myśli usilnie - jakby to spieprzyć...


Ale wyszło nam egzystencjalne dziełko o przemijaniu. Głębokie, biorąc pod uwagę stopień spicia autorów. 

Następnie wdałem się w techniczne dysputy trójstronne na temat - jak rysować komiksy i więcej zdjęć nie robiłem już.

Ot, zwiewne spotkanie, zwiewna relacja. 





bad as me

Prawie jak otwieranie paczki z własnym albumem. :D




A jakość poligrafii jest taka, że ja bym chciał kiedyś swój album komiksowy mieć tak wydany. A to przecież album muzyczny jest...

wtorek, 4 października 2011

Diefenbach minirecenzja


To będzie najkrótsza recenzja roku. Na zasadzie trzech skojarzeń na literę "m":

1. Morfołaki, tylko że lepiej.
2. Manga, a zwłaszcza Eden.
3. Marilyn Manson, ale od strony wizualnej, nie muzycznej.

 10/10

wtorek, 6 września 2011

Doman

Dorwałem ostatnio wszystkie części Domana. Przez "dorwałem" mam na myśli - zdjąłem z półki i przeczytałem od deski do deski. Bo to genialna seria jest, to ją mam. No i trochę ten komiks nie oparł się próbie czasu, zwłaszcza scenariuszowo. Zwłaszcza przy całym zamieszaniu czasowym pomiędzy albumami. Ale nie o tym. Mianowicie - zakończenie całej serii jest skandaliczne. Oto ono. Ostatnia strona Domana ever:
Ten bachor co leci w ramiona Domana to Ziemowit, syn Piasta, którego Doman z narażeniem życia szukał od dwóch tomów i właśnie odnalazł i uratował z rąk wikingów. Nie dość, że nawet nie dostajemy na koniec spełnienia w postaci uścisku, to nie ma klasycznego after climax reunion z ojcem, Piastem. Wtf.

Ale.

W Domanie pada najbardziej badassowy one-liner w historii polskiego komiksu. Bez dwóch zdań. Otóż Doman, mordując chwalebnie jakiegoś Niemca co najechać śmiał nasze polskie słowiańskie ziemie, wali do niego taki oto tekst:
No po prostu poezja. Conan się może schować ze swoimi one-linerami. ZA ŁABĄ NUDNO CI BYŁO? SSWOOSP!

niedziela, 4 września 2011

Centurion

Obejrzyj Centuriona - mówili. Zwiedzisz piękne kraje, poznasz nowych ludzi - mówili...

Ot piękna lala o idealnych kształtach wyraźnie zarysowanych pod zgrzebną sukienką - sama w chatynce w borach tucholskich se mieszka - ot, wiedźma - tak ją nazywają, dzięki temu rzymianie z pobliskiego obozu ją omijają. Ot, złociste blond loki spływają po jej twarzy gdy pichci zupkę grzybową dla naszych bohaterów, a potem gmera w rzecce palcem czekając aż wybranek serca powróci. Ot, realizm...
Ot, gania naszych dzielnych rzymian BABA co nie mówi, tylko łypie przez cały film oczami. Makijaż ma, to łypie. Gania i gania, potężny Rzym nie dość że dał jej się zwieść na początku, to teraz spieeeeeeerdala przez całe zaporoże. A ona za nimi. Czasem się obsypie prochem jakimś albo potnie se rękę rytualnie, ale nic to, dzięki temu jest genialnym tropicielem, co pod wiatr wyczuwa rzymian ze stu metrów.
Piktami rządzi jeden pan. Piast kołodziej. Rzymianie mu żonę zabili, no to rzucił rolnictwo i poszedł w wojaczkę. A że był dobry - to go piktowie na króla wybrali. Piast kołodziej jak w mordę. I ten pan trzęsie krajem piktów do tego stopnia, że wygania nawet piękne lale do borów tucholskich na poniewierkę jako wiedźmy, nie wiedzieć w sumie czemu. A zapomniałem dodać że ta lala wiedźma ma usta jak maliny, takie z botoksem - to pewnie od tego że co rano gołymi rękami ryby w rzece łowi. Ot, zuch dziewczyna.
Główna pani co gania naszych legionistów przez pola i lasy oczywiście ma swoją story: ojca jej zabili, matkę zgwałcili, a z braku trzeciej opcji - ją również zgwałcili, ale i język obcięli. Ot, dzień jak co dzień na pograniczu. Daleko od szosy po prostu. Więc ona na szczęście nic nie mowi przez cały film, tylko łypie tymi swoimi oczami. I cały legion polazł za nią w pułapkę, a co. Mc Nolty z the Wire - malowany na najlepszego kierownika projektu ever, takiego co i wypije z pracownikami i popracuje z nimi w excelu - też dał się zwieść. A potem jak jest w niewoli u piktów i ją tam widzi - w naturalnym dla niej otoczeniu - wykrzykuje: TRAITOR!!!! ale to jakoś tak w próżnię leci, bo to zupełnie jak w tym kawale o żabie, jak żaba na koniec mówi: co spierdalaj.... przecież ja tu mieszkam....
Jest i wielka bitwa. tylko że nudna jak, nomen omen flaki z olejem. Bitwa składa się z około dwustu zbliżeń odrąbywania członków. Chlast, chomp, sling, splash. Chlast, chomp, sling, splash. Chlast, chomp, sling, splash. Chlast, chomp, sling, splash. Chlast, chomp, sling, splash. Chlast, chomp, sling, splash. Chlast, chomp, sling, splash. Chlast, chomp, sling, splash. I tak przez bite 10 minut. A nie wiadomo kto wygrywa bo odjazdów nie ma. tylko Chlast, chomp, sling, splash. Dopiero na koniec pokazują pobojowisko i wiadomo, że dzikusy górą...
A jak już zwiewają przed tym wybrykiem natury, czyli babą co nie mówi - szef mówi do jednego - ty, znajdź jakieś schronienie na noc! Poleciał szukać. A potem widzimy jak śpią w śnieżycy na szczycie góry wtuleni w siebie jak stadko pingwinów. No a potem znowu piękna polska złota jesień i biegamy po lasach brązem i złotem malowanych.
Schronienia szukał ten z prawej co widać z mowy ciała całej grupy, bo mu się przytulić nie dali.

No to se zwiedzili nowe kraje. I nowych ludzi poznali.

czwartek, 1 września 2011

paczka roku

Co prawda to raz na rok, ale warto czekać, oj warto. :D Poniżej relacja, a na koniec pierwszy wstrząśnięty czytelnik. >_<